Tropikalne noce

Ciepłe wieczory i noce czerwca, lipca, sierpnia … W skali roku tropikalne noce w Polsce to ledwie krótkie chwile, meteorolodzy zliczają je więc co do sztuki. Kiedyś kilka, teraz kilkanaście. Kiedyś pojedynczo, sporadycznie, teraz jedne po drugich. Przybywa ich.

Obecny czerwiec, A.D. 2019, jest wyjątkowy, gdyż średnie temperatury miesiąca osiągają wielkości dotąd nieznane w historii pomiarów. Każdy chyba zauważa, że lato zaczęło się wyjątkowo ciepło. Wykoszone nasypy dróg ekspresowych, nawet zwykłe trawniki zaczynają wyglądać jak na południu Francji, a przecież jeszcze nie zaczął się lipiec. Żółtawe i suche na ogromnych połaciach. Do tego dojrzewające zboża i suche źdźbła wysokich traw kontrastują z niebieskim, bezchmurnym niebem. Soczysta zieleń wiosny ustąpiła. Przenosimy się nagle do innej rzeczywistości. Inne temperatury, inne otoczenie. Jak nie u nas. I te długie godziny światła…

Lubię na krótko doświadczać ekstremalnych temperatur. Wyjść na zewnątrz, gdy jest -20°C, a gdy jest +35°C stanąć na środku pola, gdzie nie ma odrobiny cienia i silnie grzeje słońce. Nie na długo, na pewno nie dzień po dniu, czy całymi godzinami. Komfort cieplny w naszej strefie klimatycznej to mniej więcej 18°C – 25°C. To samo dotyczy egzotycznych roślin w moim ogrodzie: zabija je głównie mróz, lecz temperatury powyżej 30°C również im nie służą. Przy ostatnich upałach słońce, susza i wysoka temperatura spowodowały wypalenie kilku liści banana, tetrapanaxa czy gunnery.

Tropikalne noce to według definicji takie, podczas których temperatura nie spada poniżej 20°C. To pewna arbitralna wartość i dla roślin w ogrodzie nie ma większego znaczenia, jeżeli jest o pół stopnia mniej.

Nigdy nie mówię, że mam ogród tropikalny lub że w ogrodzie uprawiam rośliny tropikalne. W klimacie zwrotnikowym, czyli na obszarze pomiędzy dwoma zwrotnikami (a zwrotnik to np. po francusku „tropique”), a tym bardziej równikowym, średnie temperatury przekraczają 20°C w skali miesięcy, wręcz roku, i właśnie dlatego mówimy u nas o nocach tropikalnych i właśnie dlatego są one tak bardzo wyjątkowe. Tymczasem w Polsce, przynajmniej w okolicach Kalisza, gdzie mieszkam, średnia temperatura roczna wynosi zaledwie 9 – 10°C, przy czym w ubiegłym 2018 r. było to rekordowe 10,6°C.

Egzotyczne rośliny, które w Polsce próbujemy uprawiać w „ogrodach egzotycznych” najczęściej pochodzą ze stref umiarkowanych, cieplejszych niż nasz klimat, gdzie zimy są łagodniejsze, ale nadal możemy w ich przypadku mówić o klimacie umiarkowanym. Nazw setek palm tropikalnych nawet nie znam. Bananów tropikalnych nie uprawiam, gdyż zwyczajnie nie chcą rosnąć z braku ciepła. Palmę kokosową mam, od sześciu lat, ale trzymam ją cały czas w domu. Rośliny w moim ogrodzie nie przyjechały z lasów deszczowych Afryki.

Zmierzam do tego, że mnie, ogrodnika mającego w gruncie palmy i bambusy, temperatury przekraczające 30°C kilka razy w tygodniu, bezchmurne niebo i długotrwały brak opadów cieszą jedynie połowicznie. Bambusy to rośliny, które wprawdzie lubią ciepło, doskonale znoszą wiatr, ale w ich naturalnym środowisku powietrze jest wilgotne, zaś opady w sezonie letnim są regularne i obfite. Nie służy im suchy wiatr: ani ten zimowy przy -8° ani ten letni, gdy jest 30°C. Człon „umiar” w wyrażeniu „klimat umiarkowany” wiele tu mówi. Wszelkie mroźne i upalne ekstrema chętnie zamienię na wyższe średnie temperatury, zwłaszcza zimą i wiosną.

Są oczywiście pozytywne strony: palmy takie jak butia odorata i jubaea chilensis zaczęły szybciej rosnąć i ciepły czerwiec wydłuży im sezon wegetacyjny. Ten wyjątkowy okres szczęśliwie zbiegł się też z wyczekiwaną przez mnie chwilą, gdy bambusy phyllostachys atrovaginata i phyllostachys parvifolia zaczęły wytwarzać grube tyczki (a to zależy od ich dotychczasowego rozwoju w poprzednich latach). W tym roku wydatkują sporo energii i wobec korzystnego ciepła spodziewam się lepszych przyrostów niż w chłodniejsze lata. Oprócz temperatury bardzo potrzebna jest im woda i ostatnie wieczory spędziłem pojąc je setkami litrów tego cennego płynu.

Żeby osiągnąć sukces w uprawie roślin egzotycznych trzeba mieć choćby trochę wiedzy i rozeznanie w roślinach, by wybrać te, które u nas rzeczywiście będą chciały rosnąć. Rośliny prawdziwie tropikalne do nich nie należą. I z tego powodu stopniowo ograniczam ich różnorodność, coraz bardziej stawiam na całościowy efekt w ogrodzie, na tworzenie przyjemnego, wyjątkowego klimatu w miejscu, w którym chcemy spędzać czas. Jest to możliwe również dzięki temu, że palmy i bambusy posadzone kilka lat temu urosły, zajmują więcej miejsca, są wyższe i dają znakomity efekt, niemożliwy do osiągnięcia, gdy palma ledwie sięga nam kolana.

Tropikalne noce są u nas rzadkością, ale jeżeli już wystąpią dają niezwykle przyjemny efekt w połączeniu z długimi godzinami światła, z jasnością, której nie doświadczają przecież osoby mieszkające na równiku. Tam dzień trwa dwanaście godzin, a noc drugie tyle. O osiemnastej na równiku zapada zmrok. A w Polsce, właśnie teraz, pod koniec czerwca, w pełni korzystamy z niedocenianej przez wielu zmienności pór roku. Jesteśmy na fali wzbierającej: jest ciepło, jasno i zielono. Tu i teraz. Chciałoby się, by stan ten trwał dłużej niż ledwie kilka nocy i dni.

Tropikalna noc
Takie noce nie biorą się z niczego. Środa 23 czerwca 2019 r. była dniem wielu rekordów w naszym kraju. W Kaliszu oficjalnie zmierzono ponad 36°C, w Kórniku ponad 38°C. Choć oboje z żoną pracujemy w domu tego dnia przyszło mi poczekać na nią ponad godzinę w samochodzie na parkingu. Wyszedłem, usiadłem obok auta, na wyschniętej trawie. Gryzły mnie mrówki i czytałem Błoto słodsze niż miód. Dyskomfort znacznie bardziej odczuwalny niż przy biurku i zasłoniętych żaluzjach, ale tam, w ciepłej Albanii ludzie wiedli smutny żywot mimo ciepłego klimatu. Myślałem o palmie kokosowej stojącej w zacienionym pokoju i o tych wszystkich starszych ludziach znoszących upał na ulicy.

Drugim przebłyskiem było wyjście z supermarketu. Dla mnie to swego rodzaju test, jeszcze z czasów pobytu na południu Francji, gdzie często robiłem zakupy dla całej rodziny. Wyjeżdżałem wózkiem z zakupami z klimatyzowanego marketu i uderzenie następowało zaraz po przekroczeniu drzwi. Tam gorące powietrze jest inne, jeszcze bardziej suche, jeszcze bardziej palące. Odczuwam je jako gęste, idę przez nie jak przez wodę. Jego obecność odczuwam fizycznie. U nas, w Polsce, takich chwil nie doświadczam prawie w ogóle. Tego upalnego dnia, 23.06.2019 r., było trochę inaczej. Na szczęście to jeszcze nie to. Nie ten klimat.

Wieczorem, już po dwudziestej, stałem z wężem, w ciepłym powietrzu i lałem wodę. Pod bambusy, pod palmę, wokół której na chwilę zrobiłem płytką kałużę. Mimo przyjemnego ciepła po niebie od kilku już godzin szusowały chmury, zaczynało błyskać, przyjemnie grzmiało, gdzieś tam wysoko. W pewnej chwili obróciłem się i zobaczyłem moją żonę w hamaku. Potem zaczekaliśmy na deszcz, którego nie było od wielu dni. Powiało, zakołysało bambusami. Najpierw pojedyncze, od razu grube krople. Ledwie kilka chwil, szybki powrót do domu, zaraz potem wodospad ożywczej wody przez kolejne pół godziny. Przygasło światło, patrzyliśmy przez okno jak burza zrzuca wodę i stopniowo oddala się w stronę Kalisza, ciągnąc za sobą bałaganiarskie, ciemne chmury.

Spać w taką tropikalną noc to grzech.

 

2 myśli w temacie “Tropikalne noce

  1. W łódzkiem, niestety jest chyba gorzej. Od marca naliczyłem zaledwie dwa porządne, długie deszcze. Nie mam pojęcia jak młodsze drzewa dają radę, bo na głębokość paru szpadli jest sucho jak pieprz. Chyb kilka razy odczułem wiatr zachodni, który z reguły przynosi wilgoć. W tym roku obserwuję tylko wiatry północ-południe. Coś się zmienia w cyrkulacji w Polsce… i to na gorsze. Owies za parkanem u sąsiada już jest prawie suchy, a mamy czerwiec. Bambusom żółkną liście, co zazwyczaj obserwowałem na jesieni. A są podlewane.
    Gratuluję deszczu. U mnie nie przewidują go w ciągu kilkunastu dni. Kropienie kilkuminutowe nie zaliczam do deszczu, bo skorupa tego nie przepuszcza do korzeni.
    Powodzenia w hodowli i deszczu, deszczu, deszczu!!!!!

    Polubienie

  2. Dziękuję za życzenia. Poprzednie burze omijały mnie o kilka kilometrów, ale lokalność takich opadów jest w ich przypadku normalna. Tu pada, kilometr dalej nie pada.

    Kolejna, podobna noc zakończyła czerwiec. Podobna, gdyż tym razem deszcz nie spadł.

    Żółknięcie liści u bambusów według mnie jest normalne, o ile jest to wymiana liści na nowe. U mnie lecą w dużych ilościach, a jednocześnie wyrastają nowe.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s