Cocos nucifera cz. IV

Latem moja najważniejsza palma pokojowa, czyli kokos, zaczęła słabnąć. Pojawiły się białe i brązowe plamy na liściach, przyrost jakby zwolnił. Przedwczoraj, w piątek, w ostatnich dniach stycznia 2020 r., zdałem sobie sprawę, że kokos umiera…

Czasami zasycha najstarszy liść i jest to normalne. Zasycha dosłownie: stopniowo traci zieleń, blednie, końcówki robią się suche, stopniowo pojawia się kolor jasnobrązowy i liść staje się suszką przyczepioną do zielonej rośliny. W przypadku kokosa mającego ledwie 6 – 7 liści jest to zauważalne, ale rekompensowane przez nowy przyrost. Taki suchy liść ucinam i czasami robię z niego ozdobę lub tnę na kawałki i ściółkuję inne rośliny.

Ostatnio jednak liście zaczęły schnąć, jakby to powiedzieć, na mokro. Początkowo nie wzbudzało to moich podejrzeń, bo kolejność była prawidłowa, czyli pojedynczy, zawsze najstarszy, liść marniał od końcówek liścia aż do ogonka przy pniu. Liść stawał się przy tym ciemnobrązowy i najwyraźniej mokry, gdyż nadal zawierał soki, co potwierdza, że proces gnicia przebiegał bardzo szybko. Po miesiącu zbrązowiał kolejny i trwało to jedynie kilka dni. Gdy przedwczoraj zauważyłem charakterystyczne ciemnienie kolejnego liścia, a jednocześnie na całej pojawiły się roślinie pojedyncze plamy uznałem, że czas działać bez czekania, że kokos może sam się wyleczy.

Poniżej relacja fotograficzna z głównych etapów tego zabiegu, który okazał się podróżą w nieznane, a na koniec zadbałem dla Was o odpowiedni suspens.

Wprowadzenie do tematu: gnijący liść – od zielonego do brązowego w 48 godzin. 3

Liczne plamy na kolejnych liściach (niezależnie od przędziorków)4

Wieczorem zapowiedziałem rodzinie ratowanie kokosa i dzisiaj przystąpiłem do pracy. Mimo rześkiego styczniowego poranka (ledwie powyżej zera) uciąłem brązowy liść i wyniosłem palmę na dwór, gdyż ratowanie palmy miało polegać na wymianie podłoża i na kąpieli w środku grzybobójczym. Postanowiłem zrobić to częściowo w ogrodzie, by nie brudzić w domu.

Spotkanie na szczycie. Widoczne na tym zdjęciu palmy są ze sobą spokrewnione: to jubaea chilensis i bohater dzisiejszego wpisu, czyli cocos nucifera. Jak dotąd tych gatunków nie udało się ich skrzyżować, choć powstał już mieszaniec kokosa i bucji.
5

Podejrzewałem silne przegnicie dolnej partii korzeni, które kilka lat temu było powodem odejścia pierwszego kokosa. Stopniowo odkrywałem bryłę korzeniową, nieoglądaną od poprzedniego przesadzania. Ziemia wyraźnie zapachniała grzybnią, ale nie przesądza to o przyczynach problemu, gdyż wielokrotnie miałem w tym kokosie owocniki czubnika cytrynowego.6

Doszedłem do dna, wyrzuciłem ziemię z donicy, ale wszędzie natrafiłem na regularnie rozwinięte korzenie. Pozbawiony części liści, położony na ziemi kokos wyglądał bardzo skromnie i mizernie.
7

Mimo tego brązowego koloru bryła korzeniowa była dobrze rozwinięta bez przegniłych korzeni. Postanowiłem wymyć ją pod wodą, ale jak to zrobić w zimny, niedzielny poranek, gdy wszystkie pojemniki na wodę są pochowane i jak nie wychłodzić kokosa zimną wodą? Polewanie konewką lub wężem było wykluczone.
8

Wziąłem wiadro od mopa, które okazało się zbyt małe i pozwoliło wypłukać tylko dolną połowę. Potem pomyślałem o beczce. Wiadrem przyniosłem gorącej wody, zmieszałem z zimną kranówką z węża i włożyłem do niej kokosa.
9

Pozwoliło mi to na względnie dokładne omycie korzeni poprzez wielokrotne wkładanie i wyciąganie palmy z wody. Według mnie korzenie wyglądały bardzo dobrze, a w każdym razie lepiej niż zakładałem, choć trzeba pamiętać, że te najdrobniejsze odpadły razem z ziemią. Pocieszające też były białe wypustki na grubych korzenia: zaczątki nowych rozgałęzień. Dobre i to.
10

Potem w wiadrze rozrobiłem środek grzybobójczy, wlałem do beczki i zostawiłem na dwadzieścia minut. Nie dłużej, gdyż temperatura powietrza była ledwie dodatnia. Jak wiemy kokosy ledwie znoszą krótkie przymrozki, ale wkrótce miało okazać się, że niepotrzebnie martwiłem się o te liście. Oto kokos w polskim ogrodzie zimą:
11

Kilkakrotnie wyjąłem i włożyłem kokosa do leczniczej kąpieli.
12

Tu widać liczne korzenie wyrastające z miejsca nazywanego „strefą inicjacji korzeni”. Jak na roślinę doniczkową było ich wystarczająco dużo. 13

Powrót do domu i przymiarka innej doniczki. Widoczny kawałek karimaty zawsze wkładam zimą pod palmę, aby podłoga nie wychładzała doniczki.
14

Gdy nożykiem odciąłem nasadę zasychającego liścia (uciętego godzinę wcześniej) zrozumiałem, że kuracja będzie niełatwa, gdyż zgnilizna weszła głęboko, również pod tę mokrą „cholewką” (na dole widać mokrą pozostałość liścia, który zaczął gnić 2 dni temu).
15

Gdy doszedłem do czystej tkanki zostało już niewiele pnia. Takie obrazki wielokrotnie oglądałem na filmikach pokazujących cięcie kokosowych bonsai, więc ręka mi nie zadrżała. Pozostał problem plam grzybicznych na zielonych liściach. Przesadzenie do nowej ziemi nie sprawi przecież, że liście wyzdrowieją. Powiedziałem do żony: „Utnę go tu, 30 cm nad doniczką”. Uznała, że żartuję.
16

Prawdę mówiąc trochę zwlekałem z podjęciem decyzji i było to jej próbne wyartykułowanie na głos, ale problem rozwiązał się sam, gdyż podczas obsypywania korzeni ziemią palma przechyliła się i nagle chrupnęło. Palma złamała się u nasady.  Żona krzyknęła, córeczka odprowadziła wzrokiem przewracające się „drzewko”, a ja milczałem. Zostało to:
17

Zabezpieczyłem kikut folią, by nie zabrudzić go ziemią, stopniowo napełniłem doniczkę keramzytem, ziemią kokosową, ziemią do palm i drobnym żwirem. Po półgodzinie ogłowiona palma trafiła pod ciepłą ścianę z kominem, przy której rośnie kokos uzyskany z orzecha.

Teraz są podobnej wielkości.
18

Konsystencją przypomina mi to kalarepę.
19

Młoda siewka cocos nucifera trzymana pod zwykłą żarówką LED.
20

Cóż więcej mogłem zrobić? Owinąłem kokosa szmatką, by nie wysechł, jak to robią Azjaci (a później zamieniłem ją na słoik).
21

Czy zmarnowałem tego kokosa? Tego jeszcze nie wiem, nie planowałem aż tak drastycznego zabiegu, wyszło to trochę spontanicznie, ale w pamięci miałem dziesiątki filmików o miniaturyzowaniu kokosów, które obejrzałem jesienią. Przykłady znajdziecie poniżej. Uwaga: materiał filmowy zawiera sceny, które przez wielu miłośników roślin mogą zostać uznane za drastyczne!

Takich filmowych instrukcji można w sieci znaleźć wiele. W tropikalnym klimacie kokos właściwy rośnie szybko, a uzyskanie bonsai wymaga stałego powstrzymywania jego wzrostu poprzez cięcie korzeni i redukowanie masy liściowej. My zaś, w naszych europejskich domach, walczymy o przetrwanie kokosa. Przed moim najstarszym kokosem ciężkie dni.

Czy można było zrobić to inaczej? Kiedyś martwiłem się o brak miejsca pod sufitem, ale nie zdecydowałem się pociąć kokosa na bonsai.  Przypadek pomógł, kokos ścięty. Liście trafiły za akwarium i będą robić tam za atrakcyjnego kurzołapa, a na środku pokoju zabrakło charakterystycznego kształtu.

Aktualizacje

– Kokos niestety szybko zgnił.
3

Za to siewka rośnie – 17 marca 2020 r.
2

19 myśli w temacie “Cocos nucifera cz. IV

  1. Przykra sprawa , ale może to złamanie wyjdzie mu na dobre . Ja teraz ratuję dwa złamane przy ziemi banany które i tak wcześniej nie chciały rosnąć , założyłem na nie foliowy worek z grzałką i utrzymuję 30 stopni , banany powoli zaczynają odrastać .

    Polubienie

  2. Dziękuję Krzysztofie. Gdyby się nie złamał uciąłbym go znacznie wyżej. Na razie środek żyje i nieco się wysunął.

    Polubienie

  3. Na razie nie kończy się, bo stożek wzrostu jest poniżej złamania. Za kilkanaście dni będę wiedział coś więcej: czy gnije/zasycha, czy rośnie.

    Polubienie

  4. Ciekawe, jak wpłynęłoby na kokos podlanie go wodą z dodatkiem morskiej soli i nieco jodyny? W naturze kokosy rosną na plażach.

    Polubienie

  5. Swego czasu w poznańskiej palmiarni (gdzie kokos ma korzenie zanurzone w wodzie) na wypłyceniu przy palmie leżał wielki kawał soli kamiennej. Teraz już go nie ma, a ja kiedyś miałem dwa takie kawałki leżące na wierzchu doniczki. Niestety nie mam żadnych informacji czy kokos rośnie dobrze dzięki, czy też pomimo obecności soli w oceanie.

    Polubienie

  6. Jestem w szoku, wręcz zaskoczony! Nie spodziewałem się takiego zwrotu w tej historii. Normalnie jak w dobrym thrillerze. Najlepsze to jest to, że to chyba jeszcze nie koniec tej historii.

    Polubienie

  7. Jakieś 6,5 roku od momentu zakupu. Te wpisy nie powstawały jeden po drugim, są też aktualizacje, zwłaszcza części I i II.

    Polubienie

  8. Prowadzi Pan świetny blog. Przeczytam całość z przyjemnością jako palmowy żółtodziób. Trzymam kciuki za kokosa i wyczekuję wpisu z aktualizacją

    Polubienie

  9. Dziękuję za tę informację zwrotną. Czasami zastanawiam się, czy dalej pisać. / Duży kokos niestety umarł, bardzo szybko zresztą. Mam teraz siewkę i dwa „nowe” (opisane w częściach II i III).

    Polubienie

  10. Świetnie się czyta! Bardzo mnie tymi wpisami zainspirowałeś i chyba sama sprawdzę się w uprawie palmy kokosowej, jak tylko będę miała na nią miejsce 🙂 pozdrawiam! Koniecznie pisz dalej!
    Ps. Szkoda tej palmy, liczyłam, że uda się ją uratować. Za to niech młode zdrowo rosną 🙂

    Polubienie

  11. Dziękuję za komentarz i za zachętę 🙂
    U mnie to już 10 lat z kokosami i trochę przyzwyczaiłem się do ich przemijania.
    Nowe nadal żyją, dałem je do ogrodu, ale im akurat chłody i deszcze nie sprzyjają. Stoją w miejscu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s