Cocos nucifera cz. III

Zdrowe liście mojego domowego kokosa i upływające miesiące utwierdzają mnie w przekonaniu, że osiągnął on stadium trwałego i zrównoważonego rozwoju… To najwyraźniej długodystansowiec, maratończyk, który nie wyrywa się co miesiąc z nowymi liśćmi bijącymi w sufit. Dostojnie trwa i trwa, a przecież co jakiś czas czytam w internetach, że nie warto się za tę roślinę brać, gdyż porażka jest więcej niż pewna.

U mnie jakoś rośnie. Chciałoby się powiedzieć, że „jakimś cudem”, ale żadnej magii w tym nie ma. Palma żyje u mnie od ponad 6 lat. Może dlatego, że zacząłem od końca (kupując gotową roślinę), wyciągnąłem wnioski z pierwszej porażki (długotrwały chłód przełomu polskiego lata i jesieni szkodzi), a potem zostawiłem palmę w relatywnym spokoju, nie pojąc jej co rusz nawozami? Ośmielony tym skromnym sukcesem podjąłem niedawno nowe, chyba nieco trudniejsze wyzwanie: otóż zapragnąłem doprowadzić do wykiełkowania orzecha kokosowego, a potem uzyskać młodą roślinę, czyli mini-mini-kokosa. Można powiedzieć, że to swego rodzaju „prequel” do historii o moich palmach kokosowych (mam już ich bowiem trzy).

Taki mały kokos z dwoma lub trzema liśćmi, wyrastającymi, zdawałoby się, bezpośrednio ze skorupy, jest dla mnie czystym symbolem młodego zielonego życia, zapewne banalnym i powszednim w tropikach, ale na mnie oddziałującym ze szczególną siłą. Na Instagramie śledzę kilka profili pokazujących malownicze obrazki z miniaturowymi palmami kokosowymi w roli głównej, jak choćby ten z kobietą na plaży trzymającą w dłoniach szary orzech z zielonymi liśćmi i pokazującą go wodom oceanu, jakby obwieszczała im narodziny nowego życia. Zajrzyjcie TUTAJ

Przejdźmy do konkretów.

Pod koniec sierpnia kupiłem w markecie dwa orzechy kokosowe. Ich wybór jest ograniczony, odmiana nieznana, sprzedawane są bez łupiny, czyli tej cennej osłony, która mogłaby ułatwić rozwój młodego, wrażliwego kiełka. W warunkach naturalnych rozwijające się korzenie przebijają taką leżącą na ziemi, wilgotną łupinę i przez długie miesiące korzystają z osłonowych stabilnych warunków, jaką ona zapewnia.

Wziąłem, co mieli. W skrzynce leżało kilkadziesiąt orzechów. Wybrałem dwa, które spodobały mi się kształtem, potrząsnąłem nimi, by sprawdzić, czy mają w środku „wodę”. W ten łatwy sposób, 2,99 PLN za sztukę, nabyłem możliwość wkroczenia w świat kokosowego bonsai.

26 sierpnia 2019
W domu włożyłem kokosy na 2 doby do akwarium, aby dobrze je namoczyć. Prawie całkowicie zanurzone, oczkami skierowanymi w dół, pływały w wodzie o temperaturze +25°C.
1
Kokosy uwiecznione po wyjęciu z wody, na chwilę przed dalszą podróżą w nieznane.
IMG_6079

Przeglądając zasoby Internetu uznałem, że najskuteczniejszą metodą będzie umieszczenie „orzechów” w zamykanym plastikowym woreczku bez jakiegokolwiek podłoża. Zmuszenie orzecha kokosowego do kiełkowania wymaga bowiem wysokiej wilgotności (nie powinien wysychać) i temperatury w okolicach 25°C. Uzyskanie takich parametrów jest zarówno proste, gdyż nie są to wartości szczególnie wysokie, jak i trudne, bo muszą być utrzymywane w sposób ciągły przez kilka tygodni.
IMG_6081

Nie wiedząc, czy kokos z marketu w ogóle może wykiełkować postanowiłem nie rozstawiać dodatkowego sprzętu, np. pojemnika z grzałką i termostatem, tylko ponownie użyłem tego co już mam: akwarium. Kokosy trafiły piętro wyżej, czyli z wody na belkę oświetleniową. Świecące w dzień jarzeniówki są wystarczającym, łagodnym źródłem ciepła. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nasiona palm nie potrzebują światła, by skiełkować.
IMG_6082

Wilgotność szybko osiągnęła 100%, temperatura wzrastała w dzień do +25°C, w nocy zaś spadała do ok. 22°C, czyli temperatury (dosłownie) pokojowej, dając niewielką, korzystną różnicę temperatur. Po kilku dniach na jednym z kokosów zaczęła pojawiać się pleśń, więc codziennie wyjmowałem orzechy, aby umyć je pod kranem. Nie miałem pod ręką środków grzybobójczych, a nie chciałem ich kupować specjalnie na tę tylko okazję.

16 września 2019 r.
Surprise, surprise. Do tej pory nie miałem pewności, czy coś z tego będzie, czy wszystko dobrze robię i czy orzechy są dojrzałe. Tego dnia na jednym z nich (tym bez pleśni) zobaczyłem biały punkcik. Cel numer 1 osiągnięty. Kokos żyje! Otworzył właz swojej kosmicznej kapsuły i zaraz wyjdzie w przestrzeń międzygwiezdną…
2

23 września 2019 r.
Kropka zamieniła się w czopek, który każdego dnia wyraźnie wysuwał się z orzecha.
IMG_6653

Jednocześnie drugi orzech ciągle pokrywał się pleśnią i zrezygnowałem z dalszych prób kiełkowania, by skupić się na tym, który wykazał chęć do życia. Uzyskanie kiełka to już mały sukces, który bezwzględnie mnie ucieszył, ale teraz należało zapobiec jego zamarciu, np. wskutek zgnicia, zaschnięcia, przegrzania, wychłodzenia.

Błędem byłoby uznanie, że teraz, czyli po wymuszeniu kiełkowania, dalszy rozwój może odbywać się już w normalnej doniczce stojącej na podłodze. Powodem niepowodzeń w wielu podobnych próbach, o których czytałem na blogach jest, moim zdaniem, zbytni pośpiech. Odpowiednia temperatura i wilgotność nadal są konieczne, aby uzyskać intensywny wzrost korzeni. Sięgnąłem zatem po solidny, zamykany woreczek z rozszerzonym dnem, jakby stworzony do przyjęcia orzecha kokosowego.

Aby zapewnić stabilną pozycję (wybrałem pionową, jako technicznie łatwiejszą) oraz wilgotność (powietrza i samego orzecha) nasypałem na dno, jakżeby inaczej, włókna kokosowego, które zalałem wodą.
IMG_6663
Woreczek z kokosem trafił w to samo miejsce, czyli na belkę oświetleniową. Przez kolejne dni pielęgnacja sprowadzała się do prawie codziennego wietrzenia kokosa przez kilka minut i do zraszania go miękką wodą. Orzech pozostał już w woreczku na stałe i jak dotąd go z niego nie wyjmowałem.
IMG_6665

2 listopada 2019 r.
Gdy podstawa kiełka rozszerzyła się i zaczął wyrastać zaczątek korzenia (po prawej stronie, na zdjęciu poniżej) dosypałem włókna kokosowego i mocno je zwilżyłem, aby korzenie mogły rozwijać się w wilgotnym, ciepłym i luźnym podłożu.
IMG_7234

Lekko przykryłem go, zapewnić kontakt z podłożem.IMG_7235

7 listopada 2019 r.
Młoda roślinka rośnie, część nadziemna rozwija się widoczny sposób. W dzień woreczek z kokosem stoi na parapecie, a na noc daję go w trochę cieplejsze miejsce. W listopadzie dni szybko stają się coraz krótsze, światła więc ubywa. Czas pomyśleć o zwiększeniu miejsca nad kiełkiem, gdyż wkrótce zacznie dotykać zamknięcia torebki, a przede wszystkim o doświetlaniu.
IMGP3422

Opisany proces, od zakupu do stadium rozwijających się części podziemnej i nadziemnej, zajął około 2,5 miesiąca. Za kilka miesięcy pokażę dalsze losy tego kokosa w postaci aktualizacji lub nowego wpisu.

Będę próbował uzyskać niską, krępą roślinę, czyli zminiaturyzowanego kokosa, ale to już temat na inną bajkę.

Jedna myśl w temacie “Cocos nucifera cz. III

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s