Jak przetrwać zimę z palmami?

Idąc przez ogród, wśród zieleni bambusów i licznych palm, zastanawiałem się, jak wyglądałby mój ogród, gdybym już nigdy nie musiał zabezpieczać palm przed mrozem? Ile jeszcze mógłbym ich posadzić, mniejszych i większych, aby spotęgować efekt otulenia egzotyczną roślinnością, zanurzyć się w niej, widzieć ją wszędzie, gdzie tylko spojrzę?

Zagęścić, dosadzić, wypełnić. Docisnąć. W mojej pasji zaszedłem naprawdę daleko, ale nie dotarłem do celu.

Chwilę później błysnęła mi myśl o scenariuszu zgoła katastroficznym. A gdyby tak mróz zniszczył wszystkie palmy, bambusy i banany? Całkowicie, do zera? Gdybym zostawił je bez osłon, licząc na kolejną łagodną zimę, a przyszłaby taka prawdziwa, jak przed laty? Ech. Uznałem to za równie niedorzeczne.

To było w listopadzie. Pod koniec miesiąca spadł śnieg, a po nim nadszedł mróz, co okazało się początkiem nadzwyczaj surowego sezonu zimowego.

Ciąg dalszy znasz, nawet jeśli nie uprawiasz palm w ogrodzie. Kilkunastostopniowe mrozy w grudniu, ujemna temperatura również w dzień. W styczniu zima umocniła się. W północnej i wschodniej Polsce spadł obfity śnieg, a termometry przez kilka nocy pokazały tam minus 20°C. Jednocześnie na zachodnich i południowych obrzeżach kraju warunki zimowe nie były równie surowe, choć i tam w większości miejsc odnotowano kilkanaście stopni mrozu o intensywności zagrażającej palmom.

Miało być normalnie, a zaczęła się walka o przetrwanie. Nie przeczuwałem tego, nie przesądzałem, nie twierdziłem, że w tym roku zimy nie będzie, ale bardzo na to liczyłem. Latem wróciłem zbudowany z wyjazdu nad morze, gdzie spotkałem się z kilkoma pasjonatami. Widziałem palmy (szorstkowce), które od lat nie były zabezpieczane. Również w mojej południowej Wielkopolsce miałem powody do zadowolenia. Poprzednie dwie były względnie lekkie, z minimalną w okolicach -14°C. Pięć największych szorstkowców przetrwało je bez osłon, a pozostałe otrzymały jedynie minimalnie zabezpieczenia. Śniegu bywało niewiele, mróz jedynie przez kilka dni, dopiero w lutym. Ot, wieczna jesień od listopada do marca, szara, ciemna i wilgotna, z zimowym epizodem. Dla wielu palm całkiem znośna.

Pod koniec listopada zawsze odczuwam lekki niepokój. Każda zima jest inna. Nie wiadomo, co przyniesie, ale trend łagodnych zim napawa optymizmem. Tej jesieni nazwoziłem z parku wyjątkowo dużo liści, by okryć korzenie palm. Mógłbym tu napisać, że kierował mną wewnętrzny instynkt doświadczonego palmiarza, co to niejedno już przeżył, szykującego się na osiemnastą już zimę z palmami, ale prawdą jest, że główną motywacją było nakręcenie materiału filmowego na YouTube. Przywiozłem wielki wór, a potem jeszcze kilka kolejnych. Pogoda dopisywała, więc pracowałem z przyjemnością i zrobiłem więcej niż planowałem. W ciągu dwóch przedpołudni obsypałem ogród kołderką puszystych liści, które trafiły pod palmy.

A tych u mnie przybywa. Każdego roku dosadzam jedną lub dwie, jednak rok 2025 był pod tym względem wyjątkowy, gdyż do ogrodu trafiło kilkanaście odpornych szorstkowców, wcześniej uprawianych w donicach. Niewielkie, bez pnia jeszcze, ale na tyle silne, by posadzić je do ziemi i w razie potrzeby przykryć. Palma do palmy i w ten sposób łącznie uzbierało się ich u mnie prawie osiemdziesiąt…

Na początku grudnia postawiłem pierwsze budki na palmach, potem kolejne. Zawsze zaczynam od najbardziej wrażliwych, a silniejsze zostawiam na sam koniec z nadzieją, że pozostaną bez okrycia. Rodzinie oznajmiłem, że wszystkich w tym roku nie jestem w stanie zabezpieczyć i już.

Zimowy krajobraz z palmami pokrytymi śniegiem w ogrodzie.

Pod koniec grudnia większość palm była okryta, a ja czułem się jak na pograniczu wojennego frontu. Na wschód ode mnie utrzymywały się solidne mrozy, z kolei na zachodzie zima nie odbiegała od poprzednich. Trwałem w stanie oczekiwania, sprawdzając prognozy, raz pokazujące odwilż, a raz zabójcze dla palm mrozy. Każda noc mogła okazać się nadzwyczaj mroźna. Miesiąc później, w ostatnich dniach stycznia, uznałem, że już czas. Kilkukrotnie ogłosiłem gotowość do zabezpieczenia również tych największych szorstkowców.

Do tej pory robiłem jedynie to, czego wymagała bieżąca sytuacja, rozkładając osłony od najbardziej wrażliwych roślin po najmocniejsze. Przy każdej ostrzejszej prognozie dokładałem kolejną warstwę lub dodatkową budkę. Dałem ogrzewanie tam, gdzie go jeszcze nie było. Dokupiłem kilkanaście wielkich worków z agrowłókniny na najwyższe palmy. W końcu je okryłem, dopiero pod koniec stycznia, gdy aplikacja pogodowa wywróżyła -17 i -19°C. Owinąłem je w trzy godziny i odzyskałem spokój. To był ostatni etap, poziom maksymalny. Z piwnicy i garażu wyjąłem cały mój sprzęt. Zainstalowałem wszystkie kable grzewcze, przewody zasilające i trójniki. Na każdej palmie znalazła się jakaś osłona. Na jednych doskonała, na innych doraźna, ale żadna nie pozostała pod chmurką. Ogród zamienił się w składowisko niebieskich budek ze styropianu i białych chochołów z agrowłókniny, połączonych pajęczyną pomarańczowych przewodów z życiodajnym prądem.

Teraz jest połowa lutego i od ponad dwóch miesięcy tkwimy w okowach mrozu. To stare poetyckie określenie idealnie pasuje do naszej rzeczywistości roku 2026. Zima dotyka każdego. Na drogach, w pracy, przy piecu. Utrzymuje się podział biegnący po przekątnej mapy Polski, z wyraźnie zimową połówką północno-wschodnią i łagodniejszą południowo-zachodnią. Jestem na granicy tych dwóch światów. Zima trwa. Zaczęła się wcześnie i z uporem pozostaje mroźna, a jej koniec, niczym horyzont, ciągle się oddala.

Minimalna temperatura jak dotąd wyniosła u mnie -14°C (styczeń 2026), co kwalifikuje zimę do łagodnych, ale mniej lub bardziej silny mróz utrzymywał się przez kilka tygodni. Śnieg stopniał podczas krótkiej odwilży, a potem ziemia zamarzła ponownie. Każda palma w moim ogrodzie otrzymała pomoc, ale jestem świadomy, że nie zawsze wystarczającą. Ostateczny bilans poznam w kwietniu lub maju, gdy słońce przygrzeje i pokaże, jakie są rzeczywiste uszkodzenia.

Co dalej? Dowiesz się z kolejnych wpisów. Zajrzyj na mój kanał Palmy w Taczanowie na YouTube, gdzie znajdziesz cztery odcinki ilustrujące opisaną tu sytuację (zwożenie liści, opad śniegu, rozterki palmiarza, ogród wypełniony osłonami).

Podobno za tydzień ma być odwilż!


Odkryj więcej z Palmy w Taczanowie

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.