Mrozoodporność palm – cz. 2 „Uszkodzenia”

W pierwszej części pokazałem, jak nawet krótkotrwały, ale intensywny mróz doszczętnie niszczy mrozoodporne szorstkowce (trachycarpusy). Do widoku palmy o słomianym kolorze należy dodać specyficzny zapach liści, które transpirowały pod osłonami, mdły zapach glutowatej mazi w środku przemarzniętego pnia… W kolejnych latach miałem już lepsze zabezpieczenia, jednak i wtedy sytuacja wymykała się spod kontroli. Nadal zresztą tak jest. Nasz klimat jest zmienny, zima może być łagodna, może być mroźna, krótka lub długa i nigdy nie wiadomo jaka będzie w danym roku. Zdarzają się przykre niespodzianki.

Luty 2012
Nie potrafię z pamięci opisywać poszczególnych zimowych miesięcy, ale luty 2012 r. zapamiętam. Na stronie blogu Meteomodel można sprawdzić temperatury z Kalisza, gdzie znajduje się najbliższa oficjalna stacja IMGW (ok. 20 km w linii prostej). Dwa tygodnie ciągłego, często kilkunastostopniowego mrozu. Palmy w gruncie przeżyły, były zabezpieczone i ogrzewane. Niespodziewanie szkody wystąpiły u palm w donicach, którym przemarzły korzenie.
1

Część z nich zimowałem w nieogrzewanym garażu, co wtedy okazało się błędem. Gdy wróciła odwilż liście wyglądały normalnie, były zielone. Po jakimś czasie środkowe liście zmatowiały, pojaśniały, zeschły. Wystarczyło pociągnąć:
9

Blaszka liści nie została rozerwana przez mróz, za to przemarzła bryła korzeniowa, zgniła też młoda, wrażliwa tkanka środkowych, wychodzących liści. Część palm przeżyła (np. liście po prawej to Phoenix canariensis, który rośnie teraz w ogrodzie). Nadmiar posiadanych roślin, brak termometru, brak miejsca na przechowanie – to wszystko może doprowadzić do poważnego uszkodzenia palmy. Niektóre palmy szybko wrócą do dobrej formy, np. jeżeli jedynie przegniły środkowe liście. Inne z kolei, będą regenerować się latami, co stanowi poważny problem.

Podam przykład dwóch palm Sabal minor, które pierwszą zimę dobrze zniosły, a podczas drugiej straciły liście, mimo zastosowania nieco prymitywnej, ale ogrzewanej osłony.

Rok 2013 po posadzeniu
sab_maj_2013

Luty 2015 – uszkodzone zimą liście (palma z długim liściem i palma po prawej)sab_lut_2015

Lipiec 2015 – przesadzone na nowe stanowisko (te 2 po prawej)
sab_lip_2015

Rok 2016
458528c5fb6a37b3

Rok 2017 – jak widać nie jest lepiej
2.jpg

Minęły prawie 4 lata: palmy żyją, ale nie rosną.
Ich mrozoodporność anonsowana na ok. -21°C nie ma przełożenia na nasze warunki. Sabale rosną m.in. w południowych stanach USA, na stanowiskach ciepłych, mokrych. Ekstremalnie niskie temperatury trwają tam krótko, zimno nie zdąży zniszczyć tkanek rośliny. Rano pojawia się słońce, temperatura osiąga kilkanaście stopni na plusie. To coś zupełnie innego, niż nasza zima. Długotrwały mróz np. kilka dni z temperaturami ok. -10°C bez odwilży powoduje straty liści, których palma w naszych relatywnie zimnych warunkach (wiosny, lata, jesieni) nie jest w stanie odbudować. We Francji sabale rosną dobrze w niezbyt upalnej Bretanii, ale nie są tam uszkadzane przez silne mrozy.

Inną taką palmą jest Rhapidophyllum hystrix. Krąży legenda o wyjątkowej odporności tej palmy, zdolnej znosić -23°C (opis ze stosownymi fotkami palmy pod śniegiem). Widziałem we Francji egzemplarz tej palmy mający wielkość sporego krzaka. Z powodu niezwykłej odporności była na mojej liście palm do posadzenia w ogrodzie.

W końcu trafiłem na ciekawy egzemplarz. To ta palma o soczyście zielonych, połyskujących liściach. Nazywana jest też palmą igłową z powodu długich, ostrych igieł, którymi pokryty jest pień palmy.

Rok 2013
wrze_13

Podobnie jak sabale mój Rhapidophyllum hystrix został uszkodzony zimą 2014/2015. Zakładam, że nie było tam mrozu większego niż -10°C. Wiosną wyjąłem przegniłe środkowe liście. I do tej pory zieje tam czarna dziura. Z ziemi wyszły za to 2 małe odrosty o 2 liściach każdy. Minęły 3 sezony, a palma nadal nie rośnie. To niewielka plama na zdjęciu poniżej obrysowana czerwoną kreską.
8

Marzec 2013
Jak pisałem każda zima jest inna. Po lutym 2012 r. przestałem trzymać duże ilości doniczek w garażu. Powiedzmy, że czegoś się nauczyłem. Kolejnej zimy atak przyszedł z zupełnie innej strony. Silny mróz wystąpił w drugiej połowie marca, a ja nie sądziłem, że o tej porze roku może być tak zimno (poprzednio taka sytuacja miała miejsce zdaje się w latach 60 XX w.). Prognozy zapowiadały -12°C, a ja nie miałem czasu na zakładanie osłon na szorstkowce (trachycarpusy), które o tej porze roku były już odsłonięte. W przeddzień feralnej nocy musiałem kończyć zlecenie, palm nie zabezpieczyłem.

Rano termometr pokazał -14,5°C przy szorstkowcu. Zdjęcie zrobiłem wcześnie rano.
3_marzec13

Następnego dnia założyłem osłony, ale liście palm zostały już częściowo uszkodzone. Mała palma pośrodku została całkowicie zdefoliowana.
2

Wkrótce nadszedł kwiecieńkwie_13

Potem majmaj2013

I wrzesień
4_wrze_13

Palma przeżyła, teraz wygląda znakomicie, ale w sezonie 2013 r. zieleń mieszała się z brązem i szarościami zaschniętych końcówek liści. Blaszki były pocięte przez mróz niczym żyletką.

Raz na kilka lat takie straty mogę mogę zaakceptować.

Mógłbym opisać jeszcze kilka przypadków, ale myślę, że powyższe są wystarczające, gdyż pokazują, że nie tylko ekstremalne temperatury powodują uszkodzenia.

Nie da się wszystkich mrozoodpornych palm wrzucić do jednego worka. Istnieje pewna hierarchia, a w polskich warunkach klimatycznych na jej szczycie zawsze będzie stał Trachycarpus fortunei.

W trzeciej części napiszę o tym jak rozumieć mrozoodporność palm i jak z niej korzystać.

11 thoughts on “Mrozoodporność palm – cz. 2 „Uszkodzenia”

  1. Andrzej, śledzę Twoje poczynania i uświadomiłem sobie, że nigdy nie widziałem u Ciebie karłatki. Nie podoba Ci się, czy za mało odporna? Wiele lat temu „na początku” udało mi się ją przezimować w nieogrzewanym slumsie w bardzo dobrym stanie. Pamiętam że rosła całkiem przyzwoicie. Drugiej zimy bez ogrzewania nie przetrwała, choć dała odrosty korzeniowe. Ciekaw jestem Twojej opinii.

    Polubienie

  2. Tak bardzo pochłonęło mnie szukanie ciekawych, odpornych szorstkowców, że karłatki zostawiłem nieco z boku.
    Dwie karłatki były jednymi z pierwszych palm jakie posadziłem w gruncie i nie przetrwały pierwszej zimy pod słabą osłoną.

    Zajrzyj na forum do 39 podstrony mojego wątku ogrodowego. Pokazałem tam moje karłatki doniczkowe, również te, które wysiałem kilka lat temu.

    Trzeba pamiętać, że karłatka to nie jest trachycarpus w miniaturze.
    Trachycarpusy na ogół rosną w wilgotnych, górzystych niezbyt gorących rejonach Azji.
    Odpowiada im wilgoć zawarta w powietrzu (chmury, mgły przetaczające się po zboczach gór).

    Karłatka rośnie na skalistym, suchym wybrzeżu Morza Śródziemnego.
    Więcej jej w północnej Afryce, niż w południowej Europie. Woli suche powietrze, słońce.

    Dlatego u nas należy (moim zdaniem) chronić ją przed wilgocią w ciągu zimy (+ w mokre, zimne miesiące jesieni i wiosny, zależnie od roku).

    Jest tylko jeden gatunek karłatek, ale ma ona kilkanaście (dziesiąt?) różnych odmian.
    Dzięki temu można zrobić ładną kępę złożoną z palm należących do jednego gatunku,
    ale mających różne liście (zielone, srebrne, szerokie, wąskie, sztywne, przelewające się).

    Ciekawe jest to, że wytwarza odrosty. Gdy główny pień przemarznie można liczyć, że w ciągu kilku lat kępa odzyska poprzednią wielkość.

    Karłatki lepiej niż szorstkowce nadają się do donic, na tarasy.

    Jest mniej wytrzymała na mróz niż szorstkowiec.
    W Wielkopolsce powinna dać radę w nieogrzewanej budce z grubego styropianu.

    Obecnie mam 7 karłatek, z czego 1 (cerifera) w gruncie.

    Polubienie

  3. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Czy sugerujesz, że karłatka w Wielkopolsce nie potrzebuje dogrzewania w solidnej budzie? A na ile oceniasz jej odporność?

    ps. Zamawiam wątek o tej palmie 🙂

    Polubienie

  4. Kilka słów o karłatce jest w temacie https://palmywtaczanowie.com/2017/10/08/palmy-na-tarasie-cz-ii/

    OK. Zrobię wątek o tym gatunku, mam materiały. Zamówienie przyjęte 😉

    Przy średniej zimie z jakimiś pojedynczymi -15°C pewnie dałoby radę przezimować karłatkę w styropianie.
    Zimuję w ten sposób jedną kępę trachycarpusów.

    Ale to ryzykowne i nie powołuj się na mnie 😉
    5 razy się uda, a za 6. nie.

    Do dobrej osłony ze styropianu wystarczy naprawdę niewielki kawałek kabla grzejnego,
    by zapobiec spadkom temperatur do niebezpiecznego poziomu.

    Dajesz 1 m węża żarówkowego (16 W) i możesz spać spokojnie.
    Termostatu nie trzeba.

    Ktoś kto robił różne osłony będzie wiedział jak to zrobić.
    Chcesz obarczyć tym rodzinę 😉 ?

    Polubienie

  5. Nie wykluczam takiej możliwości, choć pewnie odebrane byłoby to z ich strony jako złośliwość, hah!

    Bardzo rozczarowująca jest informacja na temat sabali i Rhapidophyllum. Testowałeś może też Nannorrhops, Serenoa, Trithrinax i Brahea?

    Polubienie

  6. Swoimi pytaniami trochę wyprzedzasz planowane przeze mnie wpisy, ale to dobrze.
    Taka interakcja jak najbardziej mi odpowiada.

    Brahea armata – ma kilka osób z forum.
    Z wymienionych palm tylko ta ma jako takie szanse powodzenia w naszych ogrodach.
    W gruncie, z kabelkiem grzewczym podłączonym wiosną i jesienią (co u mnie nie wchodzi w rachubę), powinna powoli, ale regularnie przyrastać.
    Moją wkopałem kiedyś przy wagnerianusie, potem wykopałem i od tego czasu zaczął się regres.
    Trzymam ją w donicy z 3 liśćmi. Ale zupełnie tego gatunku bym nie przekreślał.
    Wymaga takiego zabezpieczenia, by nie traciła liści, nie zagniwała.

    Wszystkie palmy, które wymieniłeś były kiedyś na naszej krótkiej liście potencjalnych palm do posadzenia (podawana dla nich odporność na mróz sięgała kilka stopni).

    Dzisiaj wiemy, że to nie wystarczy. Naturalne siedliska tych palm to rejony gorące, suche, półpustynne. Pewnie byłeś w takich miejscach i wiesz, że nocami temperatury mogą szybko spadać, a występujący chłód (mróz) jest sporadyczny, niewielki, krótkotrwały i co ważne suchy.

    Nasz klimat to zupełne przeciwieństwo. Chłodna połowa roku jest wilgotna.
    Nannorrhops, Serenoa i im podobne wolno rosną nawet na południu Europy.

    Trithrinax campestris – tę palmę mógłbym mieć w donicy, ale trzeba pamiętać o ostrych kolcach i krawędziach liści.

    Chcąc mieć w gruncie dobrze wyglądające palmy trzeba sadzić te, które w naszym klimacie będą rosły z odpowiednim wigorem.
    Brak przyrostów to równia pochyła do całkowitego unicestwienia.
    To, że sabale, czy rhapidophyllum u mnie nie rosną oczywiście niczego nie przesądza, można próbować, ale chyba wiem, jaki będzie rezultat.

    Lista palm do naszego klimatu (przy odpowiednich zabezpieczeniach zimą) jest naprawdę bardzo krótka.

    Polubienie

  7. Ja z kolei chętnie tu zaglądam, bo to jakby streszczenie (znakomitego!) forum Palmy w Polsce.

    Tak sobie pomyślałem, że te Twoje wątki są praktycznie gotowymi rozdziałami książki o tym samym tytule co forum. Wystarczy tylko dodać obserwacje kilku innych (znakomitych!) polskich palmiarzy. No właśnie, planujecie jakaś książkę? 🙂

    Trachy są już mniej więcej rozpracowane. Czas na przetestowanie kilku pierzaków i materiał na książkę gotowy. Ciekawe jakie byłoby zainteresowanie taką książką? Pewnie przydałoby się tłumaczenie na angielski, żeby mogli z niej korzystać również koledzy i koleżanki z innych zimnych krajów.

    Tak sobie myślę, że gdybym miał okazję mieć swój ogród w tropikach, to chyba nie sprawiałoby mi takiej frajdy uprawa czegoś (palmy,) co będzie rosło bez opieki. Ta troska i niepewność to taka wisienka na torcie 🙂 Mam znajomych w Perth, którzy u siebie w ogrodzie próbują uprawiać (z mizernym powodzeniem) śliwki i jabłonie. Z powodu braku przechłodzenia, drzewka praktycznie nie kwitną. Poradziłem im, żeby na zimę chowali je do lodówki 😉

    Polubienie

  8. Zdecydowanie zaglądasz mi w karty przez ramię lub masz magiczną kulę 🙂

    Pomysł na książkę jest, ale niezupełnie w formie, którą sugerujesz.
    Praca zbiorowa odpada, a zbijanie kapitału na osiągnięciach kolegów nie wchodzi w rachubę.
    Na razie prowadzę ten blog i mam nadzieję, że zyskam więcej czytelników.
    Każdy z podjętych tematów jestem w stanie rozwinąć, więc może coś z tego kiedyś będzie.

    A co z Twoją opowieścią o podróży do Nowej Gwinei. Chyba zostało kilka dni do opisania?
    Jeżeli chcesz to mogę podać tu link do strony na FB.

    Gdybym mieszkał w ciekawym miejscu o ciepłym klimacie miałbym ogród, który jestem w stanie sobie wyobrazić, ale pewnie moją energię skupiałbym na czymś innym. Przykładowo uwielbiam rododendrony, jednak nie zaprzątają one mojej uwagi, choć widzę je codziennie.

    W takich przypadkach apetyt rośnie w miarę jedzenia. Moi znajomi na południu Francji bez problemu mogliby uprawiać rośliny, które mam u siebie. Ale zamiast tego porywają się na gatunki subtropikalne, które nawet na Lazurowym Wybrzeżu są narażone na chłody.

    Pewnie chodzi o to, by gonić króliczka…

    Polubienie

  9. W takim razie czekam(y) na książkę!

    Odnośnie moich przygód, to zgadza się, pozostało mi jeszcze kilka dni do opisania. Wciąż mam to na uwadze, tylko zabrać się mogę…

    Polubienie

  10. O la la, jak by powiedzieli Francuzi. Nie tak szybko z tą knigą. To gdzieś daleko na horyzoncie zdarzeń 😉

    Jeżeli chcesz napisać coś o życiu w tropikach lub o swoim stosunku do tamtejszej roślinności to mogę zamieścić to na tym blogu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s