Gdy ostatnio pisałem, że każdy może mieć palmę w ogrodzie i nie trzeba na nią wydawać setek złotych, wielu czytelników mogło pomyśleć, że to jakieś puste stwierdzenie bez przełożenia na rzeczywistość. Niektórzy może w ogóle nie zauważyli tego fragmentu? To nie była kłamliwa reklama! Przypomnę: palmę (trachycarpusa) można mieć za grosze. Można kupić małą palemkę lub wysiać nasiona. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zrobiłem to kilka lat temu i zaraz wam o tym opowiem. Te palmy rosną. To dzieje się naprawdę.
E-book ‘Jak z powodzeniem uprawiać plamy w Polsce – mrozoodporne palmy w ogrodzie i na tarasie’
Czy ogrodnikiem może nazywać się osoba, która nie rozmnaża roślin na własne potrzeby i kupuje same gotowce? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, ale chyba jest wystarczająco sugestywne. Do wiosny coraz bliżej, u znajomych, jak czytałem, zaczęło się nerwowe grzebanie w torebkach z nasionami.Czas to pieniądz i na odwrót. Siejąc oszczędzamy pieniądze, jednak nagroda jest odłożona w czasie. Podobno większość woli mniejszą nagrodę, ale od razu, niż większą, ale kiedyś tam, w przyszłości. W moim przypadku motywacją była chęć posiadania ciekawej odmiany trachycarpusa fortunei o nazwie Winsan. Nasiona dostałem od znajomej palmiarki z Francji, a że lubię, gdy rośliny z kimś mi się kojarzą zachęta była podwójna. Winsan to standardowy fortunei, ale o okrągłych liściach. U dorosłej rośliny, zwłaszcza w cieniu, segmenty liścia nie układają się w typowy wachlarz, czyli mocno rozwinięte V, lecz zmierzają do zatoczenia pełnego koła (co czasami występuje i u podstawowej formy), a niektóre segmenty wręcz zachodzą na siebie. Cudo.Oto jak przebiega droga od nasiona do palmy wielkości człowieka.Rzecz działa się w odległych czasach, na przełomie 2009 i 2010 roku, kiedy wykiełkowała mi większość nasion, czyli 9 sztuk. Jednocześnie sprowadzałem wtedy różne małe szorstkowce z zagranicy, ale o nich będzie innym razem. Dość powiedzieć, że w 2011 r. miałem przed domem małą kolekcję siewek. Winsan to te palemki po prawej, mniej więcej półtoraroczne.
Tempo wzrostu siewek bywa różne, na ogół w pierwszych latach przyrost jest frustrująco powolny. Zostawiłem 4 sztuki, a pozostałe wydałem znajomym i rodzinie. Nigdy nie brałem takich siewek na zimę do ciepłego domu, na ogół spędzały ją w chłodniejszej piwnicy, co niewątpliwie spowalniało ich wzrost, ale mnie zależało na uzyskaniu zdrowych palm, które nie będą sztucznie pędzone do wzrostu. Ich przeznaczeniem był bowiem ogród, a nie donica na wieki.
W 2013 r. wybrane przeze mnie 4 osobniki posadziłem do jednej, około 30 (?) litrowej donicy. Miały tu mniej więcej 3 – 3,5 roku. Wtedy też zaczęły znacznie szybciej rosnąć, gdyż miały już po kilka liści i rozwinięty system korzeniowy.
W 2015 r. palmy miały już za sobą etap siewki i jak dla mnie wyglądały całkiem zgrabnie (foto poniżej). Początkowo miałem zamiar zaczekać kolejne dwa lata z posadzeniem ich w ogrodzie, ale uznałem, że w donicy będą karłowaciały, niczego to nie przyspieszy i nie polepszy. Ostatnie zimy spędzały na nieogrzewanej altanie, więc były gotowe, by sprostać trudnym warunkom. Pozostało tylko wybrać miejsce i pojawił się z tym pewien problem.
Mały ogród z domem stojącym pośrodku to ciągła obecność cienia w którejś jego części, a ja zawsze chciałem choćby jedną palmę posadzić w miejscu w pełni nasłonecznionym. Ogród po drugiej stronie drogi spełniał ten wymóg, jednak nie mam tam instalacji elektrycznej, a wszyscy wiedzą, że w Polsce palmy wymagają zabezpieczania i ogrzewania zimą.
I tu zaczyna być (mam nadzieję) jeszcze ciekawiej, gdyż jest to opowieść nie tylko o palmach uzyskanych z nasion, ale i zimowanych bez ogrzewania elektrycznego, jak dotąd z powodzeniem! Wróćmy jednak do wiosny 2015 r, kiedy to wykopałem dziurę w ziemi i uwolniłem palmy.
W takim przypadku stan korzeni jest istotny. Jeżeli posadzimy palmę z przegniłymi korzeniami, a w dodatku zostanie ona uszkodzona w następną zimę, jej szanse na dalsze przeżycie będą słabe. Do gruntu sadzimy tylko mocne rośliny! Przed posadzeniem palmy zawsze oglądam i fotografuję jej korzenie. W przeciwieństwie do palm uprawianych i wykopywanych na plantacji, gdzie korzenie są praktycznie wycinane, palmy z własnego siewu posiadają wszystkie wytworzone korzenie i ich wzrost nie ulega kilkuletniemu spowolnieniu. Dużo zdrowych korzeni to znak, że palma jest gotowa do posadzenia. W moim przypadku korzenie były w sam raz, dopiero zaczynały okrążać dno, zaś bryła korzeniowa tych czterech roślin zachowała kształt po wyjęciu z donicy.

W szóstym roku od wysiania palma poczuła grunt pod stopami, nie zasłaniał jej żaden dom ani drzewo. Gdy sadzę takie małe palmy zawsze następuje krótkie rozczarowanie, że w donicy były wysokie, a w ziemi nagle zmalały. Na tym etapie sięgały mi mniej więcej do kolan. Oto i one! Palmy z siewu posadzone w ogrodzie.

Po roku (wiosna 2016) palmy wyglądały na trwale wpisane w otoczenie.
Cieszyłem się z braku cienia, ale pozwoliłem bylinom, by trochę zakryły te cztery palmy. To zdjęcie pochodzi z września 2017 i gdybym mógł powiększyłbym je na cały ekran. Jest tu prawie wszystko co lubię w ogrodzie: różnorodne liście, trochę koloru i kwiatów. Dużo zieleni. Zdjęcie na początku tego wpisu również pochodzi z tego samego okresu.

A właściwie to dlaczego posadziłem 4 palmy razem, a nie osobno? Odpowiedzią jest klimat Polski i konieczność zabezpieczania roślin. Łatwiej jest postawić jedną osłonę w ogrodzie niż cztery, a chciałem zachować wszystkie palmy. Takich kęp mam więcej i nie są one tworem idealnym. Po pierwsze palmy, jak każde rośliny, walczą o zasoby: światło, wodę, substancje odżywcze. W kępie liście palm mają nienaturalnie wydłużone ogonki, bo liście dążą do światła, korzenie mają mniej miejsca i wszystko to prowadzi do sytuacji, w której jedna lub dwie palmy zaczynają dominować nad pozostałymi. Każda chce być wyżej od sąsiadki, biją się, wzajemnie okładają liśćmi. Byle wypłynąć na powierzchnię. Tak stało się i tutaj, jedna palemka jest zdecydowanie mniejsza od największej, zaś dwie pozostałe są pośrodku stawki. Palmy w kępie rosną zatem gorzej, niż gdyby każda rosła oddzielnie, a jednocześnie są wyższe, niż pojedyncza roślina w ich wieku. Czy to jest logiczne?
Innym problemem były zwierzaki. W gorące miesiące lata podlewałem palmy, co przyciągnęło krety, a później chyba norniki. Kret kilkakrotnie zrobił tam kopiec, do tej pory w korzeniach są dziury i korytarze, które staram się stopniowo zasypywać. W odpowiedzi na te nieprzyjacielskie działania latem 2018 r. wody dałem znacznie mniej.
Poniższe 3 zdjęcia pochodzą z października 2018 r. Palmy nadal rosną w otoczeniu bylin (astrów i niewidocznej tu melisy). Ten wyrastający na bok liść szuka światła. Liczę, że któregoś roku pojawią się liście całkowicie okrągłe. Temu brakuje jeszcze kilku segmentów.

Palmy w całej okazałości, od frontu (w tym wypadku od zachodu). Jest i melisa.

Anna – moja żona. Wprawdzie przypatruje się kwiatom astrów, a nie palmom, ale jej obecność na zdjęciu pozwala lepiej zobrazować jak wysoko palmy wyrosły przez ostatnie cztery pełne sezony (2015, 2016, 2017 i 2018) w gruncie.

9 lat. Mniej więcej tyle mają te palmy i tyle jesteśmy małżeństwem.
A co z zimowaniem? Trwa czwarta (2018/2019) zima tych palm w gruncie. Osłonę tworzy budka styropianowa, którą wypełniam różnymi materiałami (kawałki styropianu, płyt PIR, kamienie). Od zewnątrz podstawę okładam kartonem, liśćmi, obsypuję ziemią, by zasypać szpary. W poprzednie zimy, przy falach silnych mrozów, co kilka dni zanosiłem też butelki z ciepłą wodą. Osłona jest trochę nieszczelna, w słoneczne dni temperatura rośnie w środku o kilka stopni – to zaleta grubego styropianu.
Pierwsza osłona miała 0,5 m wysokości. Druga 1,0 m, trzecia 1,5 m, czwarta 2,0 m. Zdjęcie poniżej przedstawia pierwszy etap przygotowań do tegorocznej zimy. Jest to pierwszy segment wysokości 1 m. Myślę, że dobrze pokazuje jak obfita jest masa liściowa tych czterech szorstkowców uzyskanych z nasion.

Czy kogoś zachęciłem?
Technika siewu jest prosta, nasiona są dostępne, a chcieć to móc…?
W 2019 r. do gruntu trafi kolejna kępka szorstkowców z siewu. Odmiany Tesan…
Odkryj więcej z Palmy w Taczanowie
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Świetna lektura do porannej kawki. Pozdrawiam…Artur z Ostrowa Wlkp.
Dziękuję. Trzeba umilać sobie czas w oczekiwaniu na wiosnę.
Tym wpisem skłonił mnie pan do zakupu nasion szorstkowca, dotychczas posiadałem tylko siewki waszyngtoni i liczę na sukces z moimi palmami.
Waszyngtonia widoczna na zdjęciu, między phoenixem (który rośnie obecnie w gruncie i ma 3 m) i juką rostrata (która zgniła jednej zimy w gruncie), również pochodziła z własnego wysiewu.
Waszyngtonie to bardzo atrakcyjne palmy, przez kilka lat możemy utrzymać je w donicy.
W gruncie, w naszym klimacie, sprawiają więcej problemów, niż trachycarpus.
Można wysiewać jedne i drugie. Powodzenia!
Andrzeju uwielbiam czytać Twoje teksty na blogu. Bardzo się cieszę, że na zdjęciach wśród roślin pojawiła się Ania. Pozdrowionka dla Was
Dziękuję Kingo. Cieszy mnie to bardzo. Pozdrawiamy, Ania i ja.
Od dwóch lat uprawiam palmy itp. Zacząłem od zakupu i sadzenia dużych palm później sadziłem mniejsze i w końcu całkiem małe aż doszedłem do wysiewania nasion . Dużo informacji o uprawie czerpię z Twoich doświadczeń .
Dziękuję za ten komentarz. Cieszy mnie, że komuś w jakiś sposób pomogłem. W przypadku wielu palm, np. trachycarpusów warto zaczynać od młodych roślin. Inne, np. sabale, mają u nas za mało ciepła (wręcz upału) i rosną bardzo powoli. Z czasem różnica w ich zachowaniu jest wyraźnie widoczna. Powodzenia z palmami!